Choroby układu krążenia, a fizjoterapia.

 

Tytuł tego wpisu mówi prawdopodobnie sam za siebie (a przynajmniej z taką intencją został wymyślony). Choroby układu krążenia, szczególnie te znajdujące się w swojej fazie ostrej to spory postrach dla fizjoterapeutów. Szereg wykonywanych przez nas technik czy terapii ma działanie przekrwienne (weźmy za przykład choćby zwykły masaż). Dodatkowo przy wielu z nich pojawia się komponenta ucisku/kompresji danej tkanki. Elementy takie mogą w sposób pośredni lub bezpośredni wpływać na naczynia krwionośne i szeroko pojęte krążenie płynów u naszego pacjenta. O ile w przypadku osób bez obciążenia sercowo-naczyniowego takie przekrwienie i poprawa cyrkulacji płynów jest zjawiskiem ze wszech miar pożądanym w terapii, o tyle w przebiegu wielu chorób już niekoniecznie.

Na początek powiedzmy sobie nieco ogólnie o chorobach naczyń żylnych. Jak już zdążyłem wspomnieć, prowadza się podział na choroby ostre oraz przewlekłe. Rozpoczynając od tych drugich, warto zwrócić uwagę na przewlekłe schorzenie określane mianem przewlekłej niewydolności żylnej lub zespołem pozakrzepowym. Nawet jeśli nie kojarzycie tej nazwy, to prawdopodobnie kojarzycie jej obraz kliniczny ze swojej własnej praktyki. Pacjenci cierpiący na to schorzenie z reguły już na poziomie wywiadu opowiadają nam o przebytych incydentach zakrzepowych lub innych problemach z sercem i naczyniami w tle. Główny objaw to przewlekle obecne obrzęki kończyn dolnych, w obrębie których skóra jest zwykle cienka, chropowata i posiada tendencję do pojawiania się drobnych ranek/owrzodzeń. W swoim bardziej zaawansowanym stadium obrzęki spowodowane zaburzeniem odpływu krwi utrudniają nawet zakładanie butów i chodzenie. Jednak do stanu takiego dociera się latami, gdyż choroba charakteryzuje się swoim powolnym, acz niestety konsekwentnym rozwojem. Czy pracujemy z takimi pacjentami? Tak. O ile nie ma przeciwwskazań określonych przez lekarza prowadzącego – kardiologa lub chirurga naczyniowego – walczymy o utrzymanie maksymalnej sprawności naszych pacjentów oraz, o ile to możliwe, o poprawę odpływu płynów i tym samym zmniejszenie dokuczliwych obrzęków.

Znacznie poważniej robi się w przypadku ostrych chorób żył. Z reguły powstają one w wyniku pojawienia się w świetle naczynia żylnego skrzepliny, która stanowi czynnik utrudniający transport krwi. Skrzeplina taka może pojawiać się zarówno w naczyniach żylnych powierzchownych, jak i głębokich doprowadzając do zakrzepicy. To, na co fizjoterapeuta powinien szczególnie uważać, to zakrzepica żył głębokich w stanie ostrym. Jest to sytuacja, która zagraża nawet życiu pacjenta w sytuacji, gdy materiał zatorowy trafi do naczyń płucnych. W związku z tym my, jako fizjoterapeuci, wyjątkowo nie chcielibyśmy ani swoim działaniem przekrwiennym ani kompresją tkanek doprowadzić do oderwania materiału zatorowego od ściany naczynia. Jak więc rozpoznać w ciele pacjenta taką tykającą bombę i kiedy w naszej głowie powinien wykrzyczeć głos „Ręce precz od tego pacjenta!”?

Podstawowe objawy w przebiegu zakrzepicy żył głębokich w stanie ostrym to ból w obszarze zajętym (z reguły są to okolice podudzi) oraz obrzęk występujący dystalnie od miejsc pojawienia się zatorowości. Obrzęk powinien być wyraźnie widoczny podczas porównania obwodów obu kończyn. Dodatkowo możemy odnotować wzmożone ucieplenie i zaczerwienienie zajętej kończyny. Objawem, który możemy wywołać u pacjenta w ramach wstępnego potwierdzenia lub wykluczenia naszych podejrzeń jest tzw. objaw Homansa. Mówi on o tym, że wykonanie maksymalnego zgięcia grzbietowego stopy powinno wywołać zauważalny dyskomfort w obrębie górnej części podudzia. Test, mimo że standardowo wykonywany, nie jest niestety ani nad wyraz czuły, ani nad wyraz specyficzny. Warto zatem traktować go jako dodatek do diagnostyki, a nie jako jedyny wyznacznik! Pamiętajmy, jeśli u pacjenta występują wyżej wymienione objawy, a dodatkowo pacjent znajduje się w grupie ryzyka, czyli ma więcej niż 50 lat, jest po dłuższym unieruchomieniu, w wywiadzie zaznacza obciążenie układu sercowo-naczyniowego lub nawet epizody przebytej zatorowości, przebył niedawno zabieg operacyjny, cierpi na szereg chorób przewlekłych ( w tym cukrzyca, choroby krwi, otyłość), to wymagana jest od nas absolutna ostrożność! I jeszcze jedno – w przypadku jakichkolwiek wątpliwości dotyczących stanu pacjenta nie bójmy się odsyłać naszych podopiecznych na dodatkowe konsultacje lekarskie. Wszak chodzi tutaj o dobro i bezpieczeństwo obu stron:

1) z jednej strony zdrowie i życie pacjenta,

2) z drugiej strony spokój sumienia terapeuty i jego bezpieczeństwo zawodowe.

A więc, jak to zwykle z diagnostyką różnicową i tego rodzaju wpisami bywa. Nie bójmy się nadto, ale nie pozwólmy też ponieść się nadmiernej frywolności i brawurze. Wszystko z rozsądkiem, rozwagą oraz umiarem 😊